Twarzą w twarz: Śmierć patriotyzmu?



Chrzanić patriotyzm

Od "patriotycznego" bełkotu rozbolała mnie głowa. Ojczyzna, kraj, bohaterska walka, szczytne ideały... Wszyscy wciskają nam to do głowy zupełnie zapominając, że czasy zupełnie się zmieniły. Ludzie nauczyli się myśleć. Czym jest Ojczyzna? Kawałkiem ziemi z wytyczonymi granicami, w której rządzą nami tacy a nie inni ludzie, realizujący swe prywatne cele, walczący o wpływy, władzę i pieniądze. Każdy mówi jak kocha nasz kraj - ale tak naprawdę myśli, jak tu coś dla siebie urwać. I za co tą Ojczyznę kochać? Za to, że jest? Przykro mi, ale to o wiele za mało.
Jestem egoistą. Jak wszyscy, tylko, że ja potrafię się do tego otwarcie przyznać. Nie chowam twarzy za maską "przyzwoitości". Praca na rzecz Ojczyzny? Bezsens. Jeśli ktoś pracuję, to dla siebie i swojej rodziny, a nie dla enigmatycznego hasła. Polskę nie łatwo kochać. Bo i dlaczego? Za to, że nie ma pracy dla wykształconych ludzi, za głodowe pensje i wykorzystywanie stażystów? Za amnestię, która daje fory cieniasom? Za to, że równamy w dół, zamiast w górę? Za Leppera i Giertycha w rządzie? Łatwiej byłoby kochać Anglię, choćby za to, że zapewnia... hm... spokojny byt wszystkim pracującym. Może dlatego coraz więcej Polaków zmienia Ojczyznę... W gorączkowej dyskusji ktoś rzuci hasło: mogło być gorzej - chciałbyś żyć w Rumunii? Kurde, nie... Ale gdybym urodził się w Anglii - to równie mocno przerażałoby mnie życie w Polsce.
Namieszała nam w głowach historia. Nasza narodowa "bohaterskość" zakłóciła trzeźwość spojrzenia. Nasze poświęcenie... I Grunwald, Wiedeń, bitwa o Anglię, o Monte Casino, Westerplatte, powstanie Warszwskie... Złożyliśmy ofiarę. Szkoda tylko, że bezsensowną. I zamiast dziś się do tego przyznać - kultywujemy w sobie tę postawę.
Jeśli jest jakaś wartość nadrzędna - to z pewnością nie jest nią Ojczyzna. Jeśli nauczyliśmy się myśleć, to powinno wreszcie do nas dotrzeć, że jeśli coś ma jakąkolwiek wartość to życie. Życie, którego nie warto pochopnie oddawać. Ludzie toczą walkę z aborcją - w ochronie poczętego embrionu, ale z dumą posłaliby młodych ludzi na śmierć w bohaterskiej walce. Nawet jeśli byłaby to walka z góry skazana na przegraną. Tymczasem sami oglądaliby rezulataty z bezpiecznej odległości. Jak mówi książe w Shreku: "z pewnością wielu z Was zginie, ale jest to poświęcenie, na które jestem gotów". Chrzanić patriotyzm. Bez manipulacji, wciskania kitu, bez bohaterstwa i szczytnych ideałów. Spróbujmy po prostu normalnie żyć.

Niepokorny
I LO CHORZÓW



ZAMKNIJ PYSK

Mam dość. Mam autentycznie dość. Pozowania się na pseudointeligentów, epatowanie wątpliwej marki mądrością życiową, schowaną pod płaszczem młodzieńczego buntu i przykrytego, jakże ostatnio modną: kontrowersją. Dość jakichś wyssanych z palca, pustych haseł, niczym zresztą niepopartych. Brakuje mi słów, naprawdę. Bunt dla buntu. Cokolwiek - byle wbrew czemukolwiek. Nurtuje mnie cholernie jedna sprawa - po co chłopak, który przybrał jakże sugestywny nick: Niepokorny, pisał artykuł o patriotyzmie, skoro nie ma o nim pojęcia. Udowodnił to tym właśnie artykułem. Imponując erudycją, przytaczając przykład Shreka. Brawo, brawo, brawo. Ja eurudytą nie jestem, nie będę, ale co z tego? Będę się szarpał o ideały, i własne zdanie. To taki relatywizm: od kata do obrońców ideałów, których brakło. Kat się znalazł, ale wąski w karku, więc może mi skoczyć. Tylko i wyłącznie. I jeśli komuś obca jest duma, ze swojej ojczyzny, nawet tej małej jak województwo, czy miasto - polecam zamknąć pysk, bowiem zdanie takiego człowieka jest warte tyle co zeszłoroczny śnieg.
Szara rzeczywistość - zgadza się. Ale to moja rzeczywistość. Skoro chcesz iść na łatwiznę - ja nie zabraniam, bo nie mam takiej mocy. Twój wybór. Jednak warto czasem pomyśleć, zanim się coś napisze. Zatem zanim powiesz głośno, pomyśl trzy razy i ochłoń. I jeśli ktokolwiek myśli, że wszystkim ludziom łatwo jest mieszkać za granicą, to jest w błędzie. Wiadomo - są różne sytuacje, czasem trzeba. Można też wybrać, z własnej i nieprzymuszonej woli - są ludzie i ludzie. Przywiązanie do miejsc czy ludzi, zdaje się naturalne. Widać nie wszystkim. Z frajerstwem trzeba walczyć, frajerstwo trzeba tępić. Nie ma pracy, jest Lepper. Równamy w dół? Tak - takimi głosami frustracji, jak Twój niepokorny artykuł o niczym. Skoro łatwiej Ci kochać Anglię, to znikaj. Kupię Ci nawet bilet na samolot. No bo najłatwiej jest rzec: Jest tak, tak i tak. Źle, gorzej i najgorzej. I co? Lota, albo geszeft, gdzieś na osiedlu? Tak też można. Ale można ruszyć dupę i pokazać klasę. Jeśli mi coś nie pasuje, to staram się to zmienić. Czasem kosztem czegoś, ale trzeba iść do przodu. Mówisz, że ofiara jest bezsensowna. Zgadza się, ale tylko wtedy gdy widzi się tak idiotyczne i konsumpcyjne postawy jak twoja. Trzy miesiące temu zacząłem robić koszulki i bluzy, z logiem, które brzmiało: Śląsk. Jestem stąd. To chyba wystarczający przykład. Druga sprawa - co miesiąc kilkadziesiąt koszulek znajduje nowych właścicieli. Moi przyjaciele, znajomi, przypadkowi ludzie są dumni, że są stąd. I nie zgadzam się z Tobą też w temacie bohaterskiej walki. Wiadomo - życie to wartość nadrzędna, można je oszczędzić. Ale symbole, to rzeczy, które trzymają przy życiu. Człowieka można zniszczyć. Można. Lecz jako symbol, pozostanie nieśmiertelny.
Szacunek należy się rzędom męczenników, czy ludzi poległych w walce o sprawe. Są ludzie, którzy całe życie czekali aby powiedzieć nie. Są ludzie, których ojczyzna najpierw nie doceniła, a potem zbeształa, zniszczyła i doprowadziła do śmierci. Prosty przykład - Marek Hłasko. Lata pięćdziesiąte. Po burzliwym kilkunastoletnim życiu w kraju, wyjeżdża do Francji, i dopiero tam drukują jego Cmentarze i Następny do raju. (żadne krajowe wydawnictwo nie zgodziło się na publikacje). Wtedy umarł po raz pierwszy - w polskiej prasie uznano owe opowiadania za polityczne paszkwile, a autora oskarżono o antykomunizm. Potem, chciał wrócić do kraju ale droga okazała się zamknięta. A autentycznie zmarł 11 lat później w USA. Hłasko nie żyje, ale kunszt zapisany na setkach kart został, a ideologiczna opcja jego nazwiska mnie naprawdę rusza. Ciebie nie, ale widać jesteś prawdziwy, tak jak pięciuset złotowy banknot. Ja, korzystając z okazji, mówię na łamach owego projektu, zwanego Przeglądem Szkolnym "Verita": nie. Mówię nie, bo pozwala mi na to własny osąd, ideologia, i charakter pisma, niewątpliwie dobry - bo prawdziwy. Nie obchodzi mnie to, za kogo zostane uznany. Jestem zwykłym małolatem z podwórka, jak pisał Kaim na swojej nowej płycie. "Świat jest mój - wiem jak wyjść z tego gówna". Niech ten pierwszy głos bytomskiego podwórka trzyma przy życiu ludzi, którzy potrafią wierzyć w jutro. Tych, którzy nie odpuszczają, póki sami nie zgasną - razem z tym samym jutrem. Literacka elita, pochowana na kartkach, po empikach nie ma pojęcia co to jest być stąd.
Zatem Ty, bo wnioskuje że owym wartościom hołdujesz - również nie masz o tym pojęcia. Na to jest jedna rada - zamknij pysk. Do klasztoru i morda w okno z kratami. Pieprzyć pajaców pokroju Niepokornego, i innych im podobnych głąbów, którzy odzywają się tylko po to, żeby wywołać trochę szumu. Lokalny patriotyzm, i patriotyzm szerzej pojęty to sprawa ważna. A jeśli chodzi o Śląsk - to proste, że akcja o wdzięcznym kryptonimie "SILESIA REBELA!" jest dobra, i jak najbardziej wielki plus dla tego typu akcji. Jeśli chodzi o mnie, jestem cholernie pewny siebie, i biorę tego konsekwencje na własność. Zakończę cytatem Kaimowskiego, cytatem trafnym i prawdziwym: "mam tu kilka lipnych knajp, w których co tydzień więcej wódy leje się pod stolikiem, niż za barem, w centrum już lat parę budują hotele, rezydują tam narkomani i menele, każdy ma kogoś kto wyjechał za granicę, każdy ma kogoś dla kogo zapala znicze, mam tu serce - rodzinę, teren, swoją klatkę - kartkę, którą zapisuje nocą - nie jestem poetą, jestem patriotą." I tyle w tym temacie. A każdy Niepokorny niech uważa, bo zawsze będę tu stał, ciągle przygotowany z gazem pod butami. Od zawsze chciałbym robić takie rzeczy by was brakło. Teraz jeszcze bardziej będę się starał - przysięgam.
Astalavista, bo oponenci znikli. Jeśli ktoś nie wytrzymuje zastrzyków z życia w zbyt wielkich dawkach - pomóc trzeba, jeśli tylko się jest w stanie. Wszystko tu, na ziemi, która mnie wychowała. Nazywam się Kuba Jankowski, mam 17 lat, i JESTEM STĄD. A Ty? Uciekaj, lub zostań.

Kuba Jankowski
IV LO BYTOM

Copyright © 2006/2007 Krzysztof Turzański